MENU






Natrętne myśli



Szczęść Boże! Piszę już drugiego maila, ale nie mogę już poradzić sobie ze swoimi skrupułami. Te natrętne myśli (''Czy ksiądz mnie dobrze zrozumiał?'', ''Czy przypadkiem tego specjalnie nie zataiłam?'', ''Czy zapomniałam tego specjalnie?'', ''Czy moje poprzednie spowiedzi były ważne?''.. i mogłabym tak wymieniać bez końca) przytłaczają mnie, nie mogę żyć normalnie, nie potrafię się skupić/uczyć, nic mnie nie cieszy. Moje spowiedzi trwają bardzo długo, a po paru dniach do Komunii i tak nie chodzę, bo jestem niemalże pewna, że nie jestem w stanie łaski uświęcającej. Nie wiem, czy czasem sobie czegoś nie wmawiam? Przedstawię moje pytania w punktach: 1\. Jak byłam młodsza, to popełniłam grzech ciężki. I mam straszny problem. Bo nie wiem (nie pamiętam), czy wtedy byłam w 100% świadomości grzechu, czy nie. Jak wtedy to robiłam, to pamiętam, że chyba czułam wtedy taki...wstyd przed Panem Bogiem i przed samą sobą, ale chyba nie nazwałabym tego 100% świadomością. To znaczy chyba coś przeczuwałam, ale pamiętam, że o nazwie tego grzechu dowiedziałam się dopiero później. Wtedy, jak upewniłam się, że to jest na 100% grzech, to wpadłam w panikę. Następnego dnia nie wytrzymałam i rozryczałam się i zapytałam się mamy, czy jak ktoś popełnił grzech, a nie wiedział, to czy to jest grzech. Mama oczywiście mnie uspokoiła i powiedziała, że skoro nie wiedziałam, to to grzechem nie było i od tamtej pory już dałam spokój. Ale nie wiem, czy ja wtedy chciałam tylko wierzyć w to, że nie wiedziałam. Cała ta historia miała miejsce dawno i wtedy nie wyspowiadałam się z tego grzechu, bo po prostu albo byłam pewna, że to nie był grzech, albo o tym już nie pamiętałam. Ale od czasu kiedy pogłębiły się moje skrupuły zaczęłam mieć wątpliwości i chyba wyznałam to na spowiedzi, powiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem, czy byłam 100% świadoma. Ale skoro uznałam, że to był grzech, to powinnam przekreślić wszystkie Spowiedzi i Komunie od tamtego czasu i uznać je za świętokradzkie? Zastanawiam, się czy nie skłamałam na spowiedzi z tym, że nie mam 100% pewności, czasem myślę, ze mam pewność i w konfesjonale skłamałam. Zupełnie nie wiem, co mam robić. 2\. Zapomniałam pewnego grzechu na spowiedzi (ciężkiego) i jak już sobie uświadomiłam, że go nie wyznałam, to i tak przystępowałam to Komunii. Już ten grzech wyznałam, ale czy wtedy te Komunie były świętokradzkie? 3\. Ostatnio zaczęłam sobie wmawiać różne rzeczy. Podam przykład: Zapomniałam wyznać grzechu ciężkiego, ale wmawiam sobie, że go zataiłam. Czy jeżeli coś mówi mi, że jednak zataiłam, to powinnam iść wyznać zatajenie, chociaż zdrowe myślenie chyba podpowiada mi co innego? Mam straszny mętlik w głowie przez to wszystko. Jestem tym zmęczona. Mam ochotę co chwilę chodzić do spowiedzi. Zastanawiam się nad spowiedzią generalną (chociaż niedawno dowiedziałam się, że coś takiego jest), ale wtedy musiałabym uznać prawie całe moje dotychczasowe życie za jedno wielkie świętokradztwo i to mnie strasznie przeraża. Czuję, że powinnam iść do spowiedzi, ale to wszystko mnie blokuje. Z drugiej strony nie słucham mądrzejszych ode mnie. Bo przeczytałam, że skrupulantom ksiądz doradza nie chodzić do Spowiedzi częściej niż raz na miesiąc i przyjmować Jezusa bez Spowiedzi w międzyczasie. A ja nie chodzę do Komunii, bo mam wrażenie, że cały czas mam brudne serce, dużo grzechów, a chyba najwięcej tych z przeszłości, które roztrząsam. Słyszałam taką radę dla skrupulantów, żeby nie wracać do przeszłości, ale mam wrażenie, że powyższe sytuacje naprawdę są grzechami. Ale czasem się zastanawiam, czy te rady są też dla mnie, czy ja sobie wymyślam skrupuły tylko po to, żeby ''odciążyć'' sumienie, wmawiać sobie, że coś, co jest grzechem nim nie jest, żeby uniknąć wyznania go w konfesjonale. Czasem również myślę, że takie zachowanie nie jest normalne, szczególnie wtedy, gdy oskarżam się o takie drobnostki, których absurd jest wyraźny, a jednak dalej w to brnę. Wydaje mi się, że to są dwie skrajności. Mam nadzieję, że ksiądz nie jest zmęczony tym skrupulatnym listem i z góry dziękuję za odpowiedź. Z Panem Bogiem.



Ad 1. Twój wstyd, kiedy popełniałaś grzech ciężki, był skruchą, poczuciem winy. Dojrzałaś, dorosłaś do świadomości, że określone czyny były grzechem. Wyznałaś go. Twoje sumienie pięknie się rozwijało. Spowiedzi, które miały miejsce, zanim się wyspowiadałaś z grzechu, były ważne. To nie były spowiedzi świętokradzkie, ani też Komunie świętokradzkie. Możesz być spokojna w swoim sumieniu. Wszystko jest dobrze. Zamknij tę sprawę, już do niej nie wracaj. Wszystkie spowiedzi i Komunie święte były przez Ciebie dotychczas godnie przeżyte.

Ad 2. Przy Twoim skrupulanctwie, kiedy twierdzisz, że nie wyznałaś grzechu ciężkiego, mam w sobie wątpliwość, czy właściwie oceniasz materię grzechu. Skrupulanci grzechy lekkie nazywają ciężkimi. Przystępowałaś do Komunii św. Twoje spowiedzi i Komunie nie były świętokradzkie.

Ad 3. Kieruj się zdrowym myśleniem. Nie idź za tym, że zataiłaś. To jest błędna droga. Skrupulant wmawia sobie intencje i zachowania, których w rzeczywistości nie ma. Nie wyznawaj zagajenia, lecz kieruj się zdrowym myśleniem, taką oceną stanu rzeczy. Nie decyduj się na częstą spowiedź. Wystarczy, kiedy raz w miesiącu się wyspowiadasz. Choć będziesz miała wątpliwości, czy przystąpić do Komunii św., przyjmij Jezusa w Komunii. Przez cały miesiąc możesz przyjmować Komunię św. bez spowiedzi w międzyczasie.

Spowiedź generalna nie jest dla skrupulatów. Możesz bardzo sobie zaszkodzić i popaść w rozpacz. Wiem, że czujesz się winna, lecz zaufaj spowiednikom. Skrupuły, to nie jest normalna ocena stanu duszy, postępowania, czynów, lecz skrajnie przesadzona, wyolbrzymiana, fałszywa. Powinnaś komuś zaufać, a tym kimś jest kapłan w konfesjonale. Powyższe sytuacje nigdy nie były grzechami, lecz są one wytworem człowieka, który popadł w drobiazgowość oceny swoich zachowań.

Mówiąc o skrupułach nie mamy do czynienia z problemem duchowym, lecz psychologicznym, to znaczy z zaburzeniem psychicznym na tle nerwicy obsesyjnej, nazywanym „skrupulanctwem” lub „obsesją grzechu”. W nerwicy obsesyjnej człowiek szuka absolutnego bezpieczeństwa we wszystkim: tak w poznawaniu, jak i w decydowaniu. Stara się za wszelką cenę wyeliminować najmniejszy choćby cień własnej prowizoryczności. Chciałby postępować bez uwzględnienia warunkowości i ograniczenia każdego aktu ludzkiego. Stara się tego nie dostrzegać, nie akceptuje tego i jest całkowicie zamknięty na tę rzeczywistość.

Skrupulat obsesyjny myśli, że zgrzeszył w każdej sytuacji czy też przez każde wyrażenie, często myli myśl z rzeczywistością, ideę grzechu z niepokojem iż zgrzeszył naprawdę, wpadając w ten sposób jeszcze bardziej w zamieszanie. Częsta praktyka spowiedzi osiąga cel sobie przeciwny, wzmacniając jego neurotyczny niepokój.

Skrupulat spowiada się, odczuwając potrzebę, która nie ma związku z Sakramentem Pojednania. Jego jedynym celem jest wyeliminowanie niepokoju, który nie ma nic wspólnego z autentycznym świadomym żalem. Niepokój, którego chce się pozbyć, polega na nieuświadomionym poczuciu winy, które stało się okrutnym nieuświadomionym moralistą, terroryzującym osobę aż do tego stopnia, że zmusza ją do ciągłych spowiedzi bez najmniejszej obiektywnej winy. Pocieszenie, które skrupulant otrzymuje od spowiednika, przynosi mu ulgę pozorną, w rzeczywistości wzmacnia ona tylko jego poczucie winy. Skrupulat posiada nie tyle „delikatne” sumienie, co skłonność poszukiwania, u siebie i u innych, przekonania o swojej grzeszności.

Potrzeba uzdrowienia w Jezusie swoich zahamowań. Duchowość chrześcijańska nie ma na celu osiągnięcia wewnętrznej doskonałości, ale spotkanie z Jezusem, życie Jego miłością, Jego spojrzeniem. Tu nie chodzi o rachunki, lecz o miłość, która się liczy z człowiekiem, a nie rozlicza z nim! Skupiaj swoją uwagę na miłości Boga, nie zaś na swojej grzeszności.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 82555 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2020-10-20
© 2002-2020 by ks. Józef Pierzchalski SAC