MENU






Czemu miała służyć ta śmierć?



Proszę Księdza, czemu miała służyć ta śmierć? To była 30letnia młoda dziewczyna. Dziecko zostało bez matki. Czy tego Bóg chciał aby dziecko było teraz samotne? Dziecko bez matki które wchodzi w buntowniczy wiek? Dlaczego wolą Boga było powołać ją do wieczności w tak młodym wieku? Gdyby była świętą to rozumiem. Ale dlaczego pozwolił na śmierć osobie, która prowadziła życie grzeszne, cudzołożne? Co prawda chodziła ostatnio do kościoła i zrobiła się wierząca ale nadal nie widziała nic złego w tym że chodzi do lóżka z facetami. Kłóciła się ze mną o to. Tłumaczyła w ten sposób że jest bardzo wstrzemięźliwa bo miała roczną przerwę miedzy facetami i dopiero po roku znowu poszła do lóżka. Zastanawia mnie dlaczego Bóg dopuścił do pęknięcia jej tętniaka skoro tkwiła w swych błędnych przekonaniach? Czy nie lepiej byłoby dać jej właśnie dożyć starości, aby miała szanse się nawrócić? Czemu odebrał jej Bóg szanse na to? A może wręcz przeciwnie, Bóg widział jak się prowadzi i wiedział że w tym momencie życia jak umrze to będzie zbawiona bo przewidział że dalsze jej życie ziemskie będzie bardziej grzeszne? Dlaczego się pytam, taką chorobę, takie przeznaczenie dostała? Czy uznał że jest dostatecznie nawrócona? Przecież prowadziła życie takie jak opisałem i walczyła o swoje racje.



Ona każdego dnia dokonywała wyborów, podejmowała decyzje. Śmierć przychodzi jak złodziej i w każdej chwili trzeba na jej przyjściu być przygotowanym. Stawiasz pytania na które nie znam odpowiedzi. Nie wiedziałem, że ta dziewczyna ma dziecko. Prowadziła życie, które nie powinna prowadzić, mając dziecko. ?Bóg nie chce śmierci grzesznika?. Zakładamy czasem, że jesteśmy jeszcze młodzi i mamy czas na myślenie o śmierci, a z życia trzeba czerpać maksymalną przyjemność. Czy ona nie zostawiała dziecka na boku, realizując swoje przyjemności? Teraz jest dziecko bez matki, a czy kiedy ona żyła i robiła to, co robiła, dziecko było z matką?

Bóg powołuje do wieczności w tak młodym wieku, być może dlatego, aby nie stoczyła się jeszcze bardziej i nie była dla swojego dziecka zgorszeniem. Nie wiem. To myślenie zupełnie dowolne i niczym nieuzasadnione.

Czy Bóg jej nie upominał wiele razy? Czy nie widziała dorastającego dziecka, jego buntu, braku miłości i czułości ze strony matki? Jestem przekonany, że Bóg dawał jej znaki, których nie chciała odczytać, upomnienia, które powinny prowadzić ją do opamiętania się. To był jej dramat, skoro nie mogła sobie poradzić z problemem, a przede wszystkim, nie szukała pomocy tam, gdzie powinna, czyli w sakramencie pokuty.

Skąd wiesz, że dożyłaby starości i nawróciła się? Czy nie urodziłaby jeszcze kilkoro dzieci, które nie doświadczałyby obecności matki, zaangażowanej w romanse z przygodnymi mężczyznami? Dzieci, które nie znałyby swoich ojców i nie byłyby przez nich wychowywane, nie miałyby normalnej rodziny. Na nawrócenie trzeba zwracać uwagę wtedy, kiedy do nas dochodzą znaki, że z naszym życie w z Bogiem jest niedobrze, oddaliliśmy się od Niego. Nie wolno zakładać, że przyjdzie czas starości, a teraz trzeba się wyszumieć, użyć życia, dopóki ciało jest młode i piękne i podoba się mężczyznom.

Bóg ją kochał i kocha. Wybrał na śmierć mement najbardziej odpowiedni. On wie, co robi i dlaczego tak robi, w odróżnieniu od ludzi, którzy często nie wiedzą, co czynią i dlaczego to czynią. Nie znam odpowiedzi, które stawiasz. Trzeba Boga pytać o te sprawy. Człowiek, tak wierzę, umiera w czasie, który Bóg uznał dla niego za najlepszy.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 16959 * Liczba gości online: 2 * Ostatnia aktualizacja: 2018-12-19
© 2002-2018 by ks. Józef Pierzchalski SAC