MENU






Strasznie boli, że jemu nie zależy



Ojcze. Ten list powinien zostac wyslany juz kilka lat temu kiedy odkrylam ojca strone..ale zawsze myslalam i ludzilam sie ze dam rade , ze wszystko sie jakos samo ulozy i poprawi. Dzis jest moja/ nasza 23 rocznica slubu i chyba najsmutniejsza jak do tej pory ale tez najmocniej mi pokazujaca miejsce w ktorym jestesmy... a niestety to smutny bilans. Potrzebuje ojca wsparcia i pomocy jak nigdy dotad, nic juz nie rozumiem i jestem zagubiona na maxa. Nie wiem juz jak mam ratowac nasze malzenstwo i odzyskac meza. Jak zaczne opisywac wszystko po kolei aby ojciec mial jakas wizje i zrozumienie sytuacji to boje sie ze zajmie kilka grubych stron.. Ogromnie, ogromnie prosze o wybaczenie tak dlugiego listu. Mieszkamy za granica od 20 kilku lat, tu sie poznalismy , mamy dom , dwoje dzieci ( 14 chlopiec i 19 corka), prace ( studia oboje skonczylismy w Polsce). Bylismy zdani tylko na siebie, rodzina w kraju. Nie wynioslam prawidlowego obrazu malzenstwa z domu, ojciec alkoholik, awantury , mama znerwicowana, czepiajaca sie ojca (czesto slusznie ale czasem nieslusznie).. I ja robilam czesto podobnie, od pocztku ...miałam humory, bylam obrazalska, albo naczepliwa.wydawalo mi sie ze mialam racje, bo uwazalam ze maz nie interesuje sie mna , nie poswieca mi czasu , spedza wieczory na kanapie przed telewizorem. Czulam sie samotna w malzenstwie i bylam rozgoryczona , placzliwa ... A maz rzeczywiscie ukochal telewizor miloscia bezgraniczna i zamiast klasc sie do lozka razem to siedzial w salonie na dole i albo przerzucal kanaly i cos tam ogladal albo po prostu spal do 2-3 nad ranem przy wlaczonym tv i przychodzil nad ranem , bylo i jest tak ( juz ponad 20 lat) caly czas .. roznie z tym walczylam- prosba , krzykiem, awantura , rozmowa .. nic nie przynosilo skutku , czasem obiecywal poprawe , niestety bez pokrycia. Czy ojciec moze sobie wyobrazic jak ja przez to znienawidzilam telewizje?!! Jest mi niedobrze jak wchodze po pracy wieczorem i slysze tv.. niestety Maz nie widzi w tym nic zlego. Oprocz tego od kilku lat naduzywa alkoholu , 2-3 piwa po pracy na pusty zoladek , i to załatwia swoje, jest juz lekko zamroczony.czesto agresywny. I o to tez sa klotnie. I maz tez nie widzi w tym nic zlego.. czy mu zwracam uwage o tv czy o alcohol to mowi ze sie czepiam . Ojcze jak ja sie czuje samotna , ile wylalam lez , ile goryczy mam w sobie. Szukalam pomocy , chcialam abysmy ratowali to co nam jeszcze zostalo , ale maz uwaza ze to ja mam sie zmienic , przestac sie go czepiac bo on jest ok. Jest zle , bardzo ...ja ciagle walcze o nas.. a to dobry obiad, a to chce go wyciagnac na spacer czy rowery ( chce spedzac z nim czas , a niestety maz bardzo rzadko da sie wyciagnac ) , probuje rozmawiac o nas ... niestety zauwazylam ze to tylko ja widze problemy. Maz nigdy , ani razu nie podszedl do mnie i nigdy nie zapytal przez te lata zebysmy cos zrobili ze soba bo jest zle miedzy nami.bysmy nas ratowali .. zawsze tego typu inicjatywa wychodzi ode mnie. Probowalam wyciagnac nas na rekolekcje malzenskie ..pojechal raz , bylo pieknie , ale wymagalo to pozniej kontynuacji w domu metoda dialogu.. i juz mu sie nie chcialo, jego jeden z argumentow to to abym na niego nie darla sie . A ja w tej rozpaczy szukałam Boga, i kilka lat temu go znalazlam , zywego , kochanego ..nawrocilam sie z letniej katoliczki. Zaczelam uciekac na rozne rekolekcje bo tam bylam szczesliwa i pelna nadziei , i wracałam do domu do tego samego . Zaczelam chodzic raz w tygodniu na spotkania wspolnoty charyzmatycznej, zaczelam widziec cuda w zyciu innych.. zaczelam wierzyc ze i w moim malzenstwie tez bedzie cud nowych narodzin naszego malzenstwa.. ponad 3 lata ciaglych modlitw w tej intencji , roznych ofiar , oddawania to Bogu.. i nic. W pewnym momencie zrozumialam ze jesli ja bede chodzaca miloscia to to poruszy serce meza, zaczelam dusic w sobie zlosc, coraz mniej pretensji, wiecej reagowania spokojem i pokora ,takie zarzekanie sie siebie, patrzenie na niego oczami ze jest dzieckiem Boga ... i nic, dalej pije i dalej oglada non stop tv. A do tego ma wybuchowy temperament . A wczoraj juz mi to wszystko zobojetnialo, po calym dniu kiedy mnie ? ustawial? w nerwach ze zle spakowalam rzeczy corki ktore musielismy zawiezc do akademika do innego miasta. Werbalnie caly czas byl agresywny , do tego stopnia ze corka skomentowala to do mnie ze to bylo przekroczenie granicy. Nie przeprosil , uwaza ze nie ma za co a ja nie bede go ustawiac..a dzis , w ta nasza rocznice, byla gruba awantura ktora zaczela sie od mojej uwagi ze jest po piwie ( wrocil od kolegi) a jest wieczor i czas obiadowy , naszej rocznicy ... rozpetala sie awantura. Ojcze, ja sie naprawde staram, pewnie niewystarczajaco , ale juz mi sie nie chce, jest coraz gorzej . Jak mnie boli , strasznie boli ze Jemu nie zalezy, ze mu to wszystko zobojetnialo , nie czuje sie kochana , mam okropny zal do meza za zmarnowanie mojej kobiecisci , za samotnosc w malzenstwie. Maz Wypomina mi przy okazji , uzywa argumentow ze jest samotny wieczorem kiedy ide na wspolnote (wytlumaczenie na picie piwa czy wina) albo ze jade na rekolekcje ( to jest 2 razy w roku na weekend). Teraz mam we wrzesniu drugi etap rekolekcji ignacjanskich.. i sie boje jechac bo bedzie wypominanie i uszczypliwosc. Tyle brudu, tyle zacieklosci , tyle zobojetnienia miedzy nami. A ja nie chce zyc w takim malzenstwie . Tyle slysze swiadectw o trudnych czy rozbitych a posklejanych przez Boga malzenstw , ale juz nie wierze w to u nas . Tyle agresji i nienawiści do mnie dzis zobaczylam w nim znowu. W klotniach Obraza moja rodzine , porownuje mnie z innymi kolezankami które lepiej według niego prowadza domy. Ojcze , on umie mnie upokorzyc i rozlozyc na lopatki psychicznie. Ja tez nie jestem idealna osoba ale chce zmian, naprawic nasze malzenstwo. Wiem ze powinnismy sie prowadzic do zbawienia , ze malzenstwo powinno nas uswiecac. Zostal mi tylko Bog , ale czuje sie opuszczona w tej walce . Nie ma obok mnie kaplana ktory moze porozmawiac z nami . Moge tak pisac i pisac...trudno to przelac na papier..to moje zycie. Chce walczyc o godne malzenstwo , o szacunek . Nie chce zyc tylko chwilami kiedy jest dobrze , a miec pod skora obawe ze maz moze sie napic albo byc naczepny czy nerwowy. Prosze o pomoc.



Tacy są niektórzy mężczyźni. To, co szczególnie jest trudne w sytuacji niektórych, to brak zainteresowania żoną, jej potrzebami. Odczucie osamotnienia w małżeństwie jest wielkim bólem. Stąd reakcje w postaci rozgoryczenia i płaczliwości. To jest dramat, kiedy mąż nie odczuwa potrzeby bycia blisko żony. Wydaje się, że w sytuacji Twojego męża, to nie jest umiłowanie telewizji, lecz ucieczka od Ciebie, od Twoich potrzeb czułości, bliskości.

Mężczyźni, przynajmniej niektórzy, zupełnie inaczej patrzą na małżeństwo, niż kobiety. Dla nich ważne są ich potrzeby. Skoro on czegoś nie potrzebuje, to nie ma problemu. Możesz napisać list do męża, mówiąc o wszystkich potrzebach, które są w Tobie, a których adresatem jest on. Dlaczego list? Ponieważ może być tak, że nie pozwoli, abyś powiedziała do końca, ale też Ty możesz nie być w stanie do końca wyrazić swoich uczuć, z powodu zdenerwowania.

Mąż nie odczuwa potrzeby spędzania z Tobą czasu. Nawet wówczas, kiedy przygotujesz dobry obiad, poświęcisz na to wiele czasu, on uzna to za dobre, ale nie będzie czuły i wylewny. On nie odczuwa w swoich potrzebach tego, co jest w Tobie potrzebą, pragnieniem, czułością.

Duszenie złości obraca się przeciwko Tobie. Twoje reakcje były planowane, zamierzone, w celu osiągnięcia określonych skutków, reakcji męża. Nie usiłuj zmienić męża, jego charakter i to, że pije. Zmieniaj siebie nie tyle dla niego, lecz dla samej siebie, dla swojego samopoczucia. Zadbaj o siebie, o swoje emocje i stan ducha. Usiłujesz na mężu wymusić pewne postawy. On jeszcze bardziej zamyka się w sobie i nie chce ustąpić. Nie wymusisz niczego dobrego na nim. A tak to postrzegam, że chcesz go skłonić do zachowań uwzględniających Twoje potrzeby i pragnienia. Twoje oczekiwania są słuszne, lecz metoda jest błędna.

Im bardziej kobieta naciska na mężczyznę, tym bardziej on dystansuje się do niej, nie chce tego, co byłoby dobre dla ich małżeństwa. Gdzie jest problem? Trudno odpowiedzieć na takie pytanie: upór mężczyzny; niechęć do tego, że kobieta decyduje; a może coś się w nim wypaliło z tego, co nazywamy miłością; może przyszedł czas znudzenia związkiem małżeńskim; lub tzw. kryzys połowy życia. Jeśli nie było między wami więzi duchowej na początku, przychodzi czas, w którym nie ma już przyciągania się fizycznego, i mężczyzna obojętnieje na żonę. To, co trzeba od początku tworzyć w małżeństwie, to więź duchową. Jedynie to trzyma i jest gwarancją trwałości związku; nic innego.

Być może mężowi nigdy nie zależało na waszym związku, a przez wiele lat prowadził określoną grę. Czy mogłabyś powiedzieć o takich wydarzeniach, w których odczułaś, że mu naprawdę na Tobie zależy? Nie tyle, że chce czegokolwiek od Ciebie, lecz pragnie być dla Ciebie. Kiedy mężczyźnie zależy na kobiecie, on dba o jej dobre samopoczucie, o jej rozwój, o to, aby czuła się przez niego kochana. Młodzi ludzie, kiedy zawierają związek małżeński, mówią o miłości. Czasem mam wątpliwości czy to jest miłość, czy to jest pożądanie, pragnienie, aby ta druga strona mnie zaspokoiła, aby mnie z nią było dobrze, przyjemnie. Nie ma nastawienia na to, aby żona czuła się spełniona, ale i odwrotnie.

Mówisz o żalu do męża, za zmarnowanie Twojej kobiecości. Być może on nie wie jak, w jaki sposób przyczyniać się do rozwoju Twojej kobiecości. Problem jest w tym, że o sprawach najważniejszych nie możesz rozmawiać z mężem. Jego to nie interesuje. Kiedy dziewczyna wychodzi za mąż, tak naprawdę, nie wie za kogo. Jest między nimi fascynacja zewnętrzna, a nie wewnętrzna. Młodzi często przed ślubem ukrywają swoje mankamenty, przywary, aby one nie ujawniły się, gdyż mogą stać się przyczyną rozczarowania, zanim zaistnieje związek.

Jeśli mąż wypomina Ci rekolekcje, czy spotkania modlitewne, powiedz, że może jechać z Tobą. Czasem jest tak, że kobieta szuka doświadczeń duchowych dlatego, że mąż nie umożliwia jej wejście w to, co jest istotą bycia człowiekiem, w świat duchowy. Gdyby mąż tworzył z Tobą więź duchową, być może nie wyjeżdżałabyś sama na rekolekcje, a też nie chodziła sama na spotkania modlitewne. Szukasz, ponieważ odczuwasz głęboki niedosyt. Poznajesz, że życie w małżeństwie jest byle jakie, połowiczne, banalne, poniekąd stratą czasu, a to oznacza, stratą życia.

Ty chcesz zmiany, lecz mąż nie chce niczego zmieniać, a jeśli już, to zmiany Ciebie, Twojej postawy wobec niego. W Twoim mężu jest także rozgoryczenie małżeństwem, Tobą. Kiedy porównuje Ciebie z koleżankami, ich prowadzeniem domów, to powinien włączyć się, pomóc, odstawić piwo i siedzenie przed telewizorem, a usunąć to, co jest w domu, w jego oprowadzeniu, a jego zdaniem być nie powinno. Jego krytyka jest objawem frustracji i bezsilności. On narzeka, lecz niczego nie proponuje, co byłoby wyjściem z patowej sytuacji Waszego małżeństwa.

Co można zrobić? Wejść w kontakt z małżeństwem, które by do was przychodziło, a Wy do nich. Nie tyle chodzi o werbalne dawanie świadectwa, lecz bycie ze sobą, kiedy jest piękne, może być dla was przemieniające. Jeśli nie ma przeciwskazań medycznych, podejmij w każdy piątek miesiąca post o chlebie i wodzie w intencji męża. Oddaj siebie, męża, swoje małżeństwo, w niewolę miłości Maryi, przez codzienny różaniec. Jestem świadomy tego, jak bardzo drażni żonę mąż, który zachowuje się w sposób opisany przez Ciebie. Nie komentuj jego zachowań. Postaw na czytanie dobrych książek, rozmowę z przyjaciółmi, których zaprosisz raz w miesiącu do siebie, uczestniczenie w spotkaniach modlitewnych, ofiarowanie każdej przyjętej Komunii św.,. w intencji męża. Wszystko to, co jest dla Ciebie bólem, smutkiem, przykrością, upokorzeniem, oddawaj Bogu, w intencji męża.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 332 * Liczba gości online: 6 * Ostatnia aktualizacja: 2018-10-23
© 2002-2018 by ks. Józef Pierzchalski SAC