MENU






Aby nie cierpiała jeszcze bardziej



Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Przepraszam, że pozwoliłam sobie napisać list dotyczący wpisu "Życzyłam, by wszystkie poszły do piekła" oraz Księdza odpowiedzi. Czy Księdza ocena sytuacji nie jest nadmiernie surowa? Przede wszystkim opisane wydarzenie miało miejsce, gdy autorka pytania miała zaledwie 6 lat. Przyjmuje się (Piaget), że w tym wieku rozwój myślenia znajduje się jeszcze w tzw. stadium przedopreacyjnym. Jest to myślenie konkretno-wyobrażeniowe, czyli za pomocą obrazów. Jest ono intuicyjne i impulsywne. Co z tego wynika? Podejmowane przez dziecko działania nie są starannie przemyślane. Słabo antycypuje przyszłość. Co ważne, przyjmuje postawę egocentryczną. I jest to naturalne. Odniesienie do myślenia obrazowego znajdujemy także w liście autorki. Dziewczynka widziała obrazy piekła, więc wyobrażała sobie te sceny. Tok rozumowania dziecka jest następujący: ktoś zrobił mi krzywdę, coś złego, więc jest zły. Skoro jest zły, to powinien trafić do piekła. Zły czyn pociąga karę. Trudno ocenić jaka jest w tym wieku świadomość tego, że życzenie potępienia wiecznego komuś jest aż tak złe. Proszę zauważyć, że dziecko 6-letnie jest jeszcze przed przygotowaniem do I Pierwszej Komunii Świętej. Może zatem nie mieć dostatecznej wiedzy. W KKK napisane jest: "Grzech śmiertelny wymaga pełnego poznania i całkowitej zgody. Zakłada wiedzę o grzesznym charakterze czynu, o jego sprzeczności z prawem Bożym. Zakłada także zgodę na tyle dobrowolną, by stanowił on wybór osobisty"(KKK 1859). Wydaje mi się, że w tym przypadku nie było pełnego poznania. Nawet jeżeli dziewczynka miała świadomość, że robi coś złego, to nie było to przecież przemyślane i trwałe życzenie zła. Artykuł 2303 KKK głosi: "Nienawiść zamierzona jest przeciwna miłości. Nienawiść do bliźniego jest grzechem, gdy człowiek dobrowolnie chce dla niego zła. Nienawiść jest grzechem ciężkim, gdy dobrowolnie życzy się bliźniemu poważnej szkody". Trudno mówić o grzechu ciężkim. Życzenie zła nie było w pełni dobrowolne ani zamierzone. Ona była ofiarą odrzucenia, poniżania, wyzwisk. Zbyt trudne dla dziecka, by sobie z tym poradzić. Był to przejaw bezsilności dziecka wobec tego, co je spotkało. To było działanie w afekcie. W artykule 1860 KKK czytamy: "Impulsy wrażliwości, uczucia mogą również zmniejszyć dobrowolny i wolny charakter winy, podobnie jak naciski zewnętrzne czy zaburzenia patologiczne.(...)". Skąd zatem tak surowa ocena tego czynu? Z przytoczonych powyżej fragmentów KKK wnioskuję, że nie był to grzech ciężki. Czy nierozważna myśl ma takie działanie sprawcze, większe niż trwałe życzenie komuś dobra? Myśl, która nie była trwałą intencją. Zresztą zostało to oddane miłosiernemu Bogu w spowiedzi świętej. Myślę, że ta dziewczyna już to odpokutowała. Ona przecież żałowała tego i życzyła jej później dobra (zatem błogosławiła jej). Kolejne formy pokuty mogą być dla autorki udręką i wpędzaniem w nadmierne poczucie winy. A co będzie, jeśli ta pokuta nie doprowadzi do wyzwolenia tamtej dziewczyny? Jak będzie się czuła autorka pytania? Tak, jakby to ona była wszystkiemu winna i ponosiła odpowiedzialność za wybory tamtej osoby. Myślę, że to bardzo wrażliwa osoba, która przez 20 lat pamiętała o tym zdarzeniu. Niepokój, który towarzyszył jej przez lata związany z tym czynem był dla niej bolesny. Obawiam się, że spowiedź generalna może zrobić więcej szkody niż pożytku. Po co wracać do tego, co zostało już w Sakramencie Pokuty wybaczone? Poza tym niepokojące są słowa autorki "A może wszystko jak zwykle wyolbrzymiłam (...)". Za tym może (nie musi; może to nadinterpretacja) kryć się problem skrupułów. Wspaniale by było, gdyby powrót dziewczyny do Boga nie był obwarowany tyloma warunkami. By nawracając się poznała Boga jako miłosiernego i dobrego, który nie jest pamiętliwy. Bardzo przepraszam, że ośmieliłam się polemizować z Księdzem, ale nie chciałabym, aby ta dziewczyna cierpiała jeszcze bardziej. Jeśli mój tok rozumowania jest błędny, bardzo proszę mnie poprawić. Z Bogiem



Być może moja odpowiedź na list jest surowa. Łączy się to z troską o tę dziewczynę. Nie mam intencji, aby zadawać jej ból, wprowadzać zamęt w jej życie.

Dziecko z takiego okresu życia, o którym mówimy (6 lat), jest w stanie wiele zapamiętać. Jego reakcje są konkretne, szczególnie tam, gdzie doświadcza bólu, cierpienia, bezpośredniego ataku na jego osobę. Działania dziecka nie są starannie przemyślane. Czyż takie nie są działania człowieka dorosłego, w wielu sytuacjach, w których podejmuje decyzje niszczące na swoją przyszłość? Gdyby decyzje były przemyślane, byłyby odpowiedzialne. Skoro takimi nie są, nie można ich lekceważyć.

Istotne jest to dla dziecka, co dzieje się teraz, w tej chwili. Usiłuje uwolnić się od sytuacji dla siebie niezwykle trudnej, podejmując drastyczne środki w postaci wypowiedzenia określonych słów. Słowo jest nośne w treść. Ono ma również przesłanie duchowe. Swoimi słowami angażujemy Ducha Świętego lub złego ducha. Nie ma znaczenia, czy są to słowa osoby dorosłej czy dziecka.

Dziecko przyjmuje ostawę egocentryczną. Czym się to różni w sytuacji osoby dorosłej? Dziewczynka widziała obrazy piekła. Być może one zasugerowały jej wyrażenie takiego życzenia wobec koleżanek. Życzenie potępienia jest złe bez względu na posiadaną świadomość. To nie ma żadnego znaczenia, że dziecko nie posiada wiedzy religijnej. Kojarzy, że piekło będzie dobrą odpowiedzią na krzywdę, której doświadczyło. Liczy się nie tyle warstwa poznawacza, ile emocjonalna. Czy dorośli kalkulują na poziomie intelektu i powstrzymują się przed życzeniem komuś piekła tylko dlatego, że posiadają wiedzę religijną o piekle?

Nie twierdzę w mojej wypowiedzi, że dziecko popełniło grzech śmiertelny, lecz że ono rzuciło przekleństwo na koleżanki, które doprowadziły ją do cierpienia psychicznego, upokorzyły ją. Czym miałoby się różnić przekleństwo czynione przez dziecko od tego, które czyni osoba dorosła? Wydaje się, że niczym. Słowa budują albo niszczą. One nie są obojętne w tworzeniu rzeczywistości niewidzialnej.

Nie ma znaczenia to, że życzenie zła nie było przemyślane. Czy dokonywanie zła jest poprzedzane przemyśleniem tego, jakie będzie to miało konsekwencje? Dziecko chciało, aby dzieci zostały ukarane w sposób okrutny, jak widziało na obrazku. Zło zostało wyrażone. Do rozpatrywania kwestii z dzieckiem, nie włączam KKK. On dotyczy osoby dorosłej. U dziecka, w tym okresie życia, nie ma miejsca na grzech. Nie twierdzę, że dziecko popełniło grzech ciężki, lecz że rzuciło przekleństwo, które może mieć skutki złe w dalszym życiu osób, których dotyczy.

Nie koncentruję się na winie dziecka, lecz na skutkach wypowiedzianych przez nią słów. Nie ocenia czynu dziecka od strony moralnej. Twierdzę jedynie, że to, czego dokonała, może mieć wpływ na życie dziewcząt. W ogóle nie biorę pod uwagę tekstów przytoczonych z KKK. One nie mają zupełnie zastosowania w tej sytuacji. Myśl tej dziewczynki miała miejsce. To życzenie było celowe i bardzo jasne. Nierozważna myśl ma również działanie sprawcze. Trzeba pamiętać, że tam, gdzie życzenie jest złe, tam człowiek angażuje demony. I nie ma znaczenia, czy to jest dziecko czy osoba dorosła. Podobnie, kiedy dziecko wyraża myśl dobrą, życzenie dobre, angażuje Ducha Świętego. Nasze życzenia mają odniesienie do świata Boga lub złego ducha.

Myśl, nie musi posiadać trwałej intencji, aby prowadziła do złych konsekwencji. Nie można niejako zawrócić tego, co się wyraziło, powiedziało, rzuciło w przestrzeń duchową. Jeśli to zrobiła, uporządkowała, oddała, uwolniła się od tego, nie powinna odczuwać niepokoju i bezzasadne są powroty do tamtych wydarzeń. Wracamy zawsze do spraw, które jeszcze nie do końca zostały przez nas uporządkowane.

Kolejne formy pokuty nie są udręką. Pokuta nigdy nie jest udręką lecz czynienie wrażliwym swojego serca i ekspiacją za zło, którego w świecie jest bardzo dużo. Pokuta nigdy nie wpędza w poczucie winy, lecz od niego uwalnia. Co będzie, jeśli pokuta nie doprowadzi tamtej dziewczyny do wyzwolenia? Potrzebna będzie pomoc egzorcysty. Nie rozumiem pytania: jak będzie się czuła autorka pytania? Cała nasza uwaga koncentruje się na tym, jak będzie się czuła autorka listu. Może zapytajmy o to, co będzie dalej z dziewczyną, którą mogło dotknąć przekleństwo? Jeśli ktoś rzuca przekleństwo na drugiego, to jest winny, bez względu na to, czy jest świadomy tego czy też nie. Nie była świadoma wtedy, jest świadoma teraz, kiedy dorosła. Nie twierdzę, że ona jest wszystkiemu winna. Została sprowokowana, poniżona, upokorzona. Rzucenie przekleństwa, to była jej forma obrony, potrzeba zyskania pewnej, choć fikcyjnej przewagi nad agresorkami.

Zgadzam się z tym, że sprawa dla tej dziewczyny jest bardzo bolesna. Warto jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz. Rzucenie przekleństwa przez dziecko sprawiło, że odczuwała przez kilkanaście lat niechęć do Boga. Chce teraz uporządkować swoje życie, ale do tego czasu, nie było życia sakramentalnego. Czy to nie był jeden ze skutków rzuconego przez nią przekleństwa? Przekleństwo powraca do człowieka, który je rzuca. Dlatego zaproponowałem jej spowiedź generalną. Potrzeba uwolnienia się od zła z całego okresu niechęci wobec Boga. Ona chce rozpocząć nowe życie z Bogiem. Nie wolno, w tej sytuacji, poddawać się wrażeniu, że być może ?wszystko jak zwykle wyolbrzymiam?. To może być kuszenie, zwodzenie, pomniejszanie znaczenia całej sprawy. Nie demonizuję problemu, ale też, nie zamierzam go bagatelizować. Nie widzę w jej postawie skrupułów.

Powrót do Boga tej dziewczyny łączy się z tym, co ją uwolni i zabezpieczy przez działaniem demonów. To nie są rzeczy trudne. Gdy poznajemy Boga miłosiernego i dobrego, równocześnie chcemy do Niego się zbliżyć. To wszystko, co jej zaproponowałem, służy właśnie temu. Bóg pamięta. Nie tyle jest pamiętliwy, ile pamięta. Ten, kto kocha, chce uwolnienia osoby kochanej ze wszystkiego, co mogłoby być dla niej niebezpieczne.

Dziękuję za wymianę myśli. Ja również nie chcę, żeby ta dziewczyna cierpiała bardziej. Moje propozycje zmierzają w kierunku trwałego uwolnienia jej od cierpień spowodowanych wydarzeniem z przeszłości.

Z Bogiem.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 8585 * Liczba gości online: 9 * Ostatnia aktualizacja: 2018-12-13
© 2002-2018 by ks. Józef Pierzchalski SAC