MENU






W mojej wierze nie ma Boga



Zrozumiałam, że.... nie wierzę. Znaczy... myślałam kilka lat temu, że się nawracam, że wróciłam do życia z Bogiem... nareszcie do tej żywej wiary. Zrozumiałam w niedzielę, że w tej mojej "żywiej wierze" w ogóle nie ma Boga.To już chyba wtedy, kiedy żyłam zupełnie z daleka od Kościoła, wierzyłam bardziej. Zrozumiałam to w momencie kiedy prosiłam kapłana, żeby nie udzielał mi rozgrzeszenia, a jednocześnie przez kratki konfesjonału widziałam Najświętszy Sakrament. Czuje się tak, jakbym się Go wyparła. Ale też zdałam sobie sprawę z tego, że wszytko co robiłam przez ostatnie kilka miesięcy do tego zmierzało... W zasadzie od kilku lat z dnia na dzień, wciąż wypaczałam tę wiarę. Teraz jeszcze przyszły zaburzenia psychiczne i osobowości, ciągłe zmiany leków.... Już nie wiem kim jestem, w Kogo wierzę, nic nie wiem. nie poznaję się, nie wiem jak się zachowam. Jestem bardzo zmęczona. Tak nie moze byc dalej. To sa jakies okrutne przepychanki.... Tyle juz walcze i myślałam, ze walcze o Boga w swoim zyciu, o relacje z Nim. Ale nie. A jestem tylko ja, moje odczucia, moje watpliwosci, moje cierpienie i poczucie winy. Miejsce Boga zajeły bozki. I to pod pretekstem zycia sakramentalnego. Najgorszy z demonów, wilk w owczej skorze. Najgorsze jest to, ze ja inaczej nie potrafie. Nie potrafie zaczac sluchac, nie potrafie być posluszna spowiednikom - to dla mnie zbyt bolesne. Moja pycha i moje ego. Ale nie tylko. Tez to, ze ja naprawde to widze na tyle inaczej, ze.... To tak jakby ktos kazal mi zaufac ze po autostradzie nie jezdza auta i wejsc na jej srodek. Ale ja widze te auta. Dla mnie sa realne. Slysze je, widze, czuje. A ktos kaze mi posluchac swojego zdania i mowi ze ich nie ma, ze jestem chora i mi sie wydaje i po prostu mam zaufac. Wszedlby Ksiadz na taka autostrade? Ja tak to widze. To jest dla mnie sprawa zycia i smierci. I to jeszcze gorzej, bo wiecznych. Jestem w momencie w ktorym nie jestem w stanie zaufac na smierc. Nie wiem czy kiedykolwiek bede. Wiem, ze to jest brak wiary. Dlatego pozostaje mi tylko od niej odejsc i miec nadzieje ze Pan Bog mi to jakos wybaczy..... Bo to co teraz robie to jest wypaczanie wiary. I czasem mysle ze to jest o wiele gorsze. Albo naprawde sie nawrocic i zaczac wierzyc Bogu, a nie sobie. Tylko to by musiala byc jakas totalna rewolucja i nie mam pojecia jak to zrobic. Zawsze moja wiara byla oparta na strachu. Najpierw lęk przed potepieniem, potem chwila ponownego wdrazania sie w Sakramenty Sw. i pozorne nawrocenie, a potem juz tylko skrupuly. Ja i moje emocje. Przymus spowiedzi i to co mi dawala. I nie mam na mysli odpuszczenia win. Bo teraz juz wiem, ze najmniej o to dbalam. Silne emocje, relacja, euforia ulgi, to ze ktos mnie wreszcie sluchal i to ze moglam mowic prawde o sobie. To sie dla mnie liczylo, oszukiwalam sie jesli myslalam inaczej. W tym wszytkim brak Boga. A ja nie wiem jak Go zaprosic. Nie mam do czego wracac. Nie mam zadnej bazy. Tak jak juz pisalam. Na poczatku w ogole nie dbalam o relacje z Bogiem, a potem robilam to tylko pozornie, aby zaspokoić swoje potrzeby do czego mam sie wiec nawrocic? Szkoda, ze nie mozna ochrzcic sie jeszcze raz..... Jesli od mojej "wiary" odejme skrupuly i swoje rozterki z nimi zwiazane oraz "walke" o Komunie Sw. to zostaje z niczym. Bo wlasnie na tym sie ona opiera. Zdalam sobie sprawe z tego, ze moje zycie religijne to fikcja. Tylko fikcja realnie i dotkliwie bolesna i niszczaca moje zycie. Tylko, ze poza ta fikcja nie mam niczego.



Trudności, kryzysy wiary, trudności w modlitwie odczytujesz, jako brak żywej wiary. To jest błędne rozumienie. Nie ma wiary bez trudności. One są próbą, dojrzewaniem, oczyszczaniem wiary, lecz nie jej brakiem. Nie powinnaś prosić kapłana, by nie udzielał Ci rozgrzeszenia. Ty się spowiadaj, a kapłanowi pozwól czynić to, co powinien czynić, rozgrzeszać. Wypaczanie wiary, nie jest jej wypieraniem się, lecz błądzeniem, zagubienie, słabością.

U Ciebie nie występuje brak wiary. Ja możesz odejść od wiary, skoro mówisz, że jej nie masz. Odchodzimy od tego wówczas, kiedy w czymś jesteśmy, co wyznajemy. Nie wypaczasz wiary. Modlisz się i żyjesz tak, jak na tym etapie życia, przy towarzyszących problemach, potrafisz to robić.

W sprawach wiary rozpoczynamy od małych kroczków, nie zaś od totalnej rewolucji. Małe kroki, które są najskuteczniejsze, to spowiedź raz w miesiącu, uczestniczenie we Mszy św. podczas której zawsze przyjmujemy Komunię św., codzienna modlitwa, także różańcowa, czytanie i rozważanie słowa Bożego. Twoim problemem nie ejst brak żywej wiary, lecz skrupuły, które męczą, pokazują coś w Twoim życiu, czego nie ma. Mam na uwadze zaniedbania w wierze. W stanie skrupułów niezbędne jest posłuszeństwo spowiednikowi i spowiedź nie częściej jak raz w miesiącu, a równocześnie często przyjmowanie Komunii św.

Jest w Tobie oczekiwanie, że wiara będzie w Tobie taka, jak ją rozumiesz. W skrupułach, tworzy się nieosiągalny model wiary. Wymania są nie do spełnienia. W taki sposób można zupełnie się zniechęcić i utracić nadzieję. Zaufaj, że skrupuły nie pokazują zupełnie prawdy o tym, jak wierzysz, a jedynie obraz nieprawdziwy, nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.

Proś Jezusa o uwolnienie od strachu. Korzystaj z sakramentów świętych: spowiedzi i Eucharystii. Praktykuj w ten sposób wiarę bez względu na to, co będziesz odczuwała. We wszystkim, co czynisz, jest obecny Bóg. Bez Niego nie żyjemy, nie myślimy, nie odczuwamy, nie mówimy. On jest w nas sprawcą chcenia i działania, jeśli Mu na to pozwalamy. Bóg jest przez cały dzień z Tobą i w nocy. Nie opuszcza Cię, błogosławi, patrzy z miłością i troską.

Jak Boga zaprosić? ?Przyjdź Panie Jezus, przyjdź, którego kocham ponad swoje życie, przyjdź Panie, za którym tęsknię i którego miłosierdzia oczekuję?. Bóg jest w Tobie. Masz do kogo wracać. On jest Twoją bazą, silą. Zwróć uwagę na to, że Bóg pozwala nam zawsze do siebie powrócić bez względu na to, jacy byliśmy wobec Niego. Był czas, kiedy szczególną uwagę zwracałaś na swoje potrzeby duchowe, uczuciowe. Teraz zwróć uwagę na Osobę Jezusa Chrystusa. Nim się zajmij, Jego pragnij spotykać w Sakramencie Pokuty i Eucharystii.

Do czego się nawrócić? Ujmij to inaczej: do Kogo mam się nawrócić? Do Boga, który mieszka w Twoim sercu, a Twoje ciało jest świątynią Ducha Świętego. Odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego chciałabyś ochrzcić się jeszcze raz, skoro już jesteś ochrzczona? Zostałaś uwolniona od grzechu pierworodnego, jesteś dzieckiem Bożym, Bóg jest Twoim Ojcem, zostałaś włączona do wspólnoty Kościoła katolickiego. To wszystko już się stało.

Twoja wiara opiera się na Bogu. Czym jest wiara? Odpowiadaniem Bogu, który mówi do Ciebie codziennie. Odpowiadasz, kiedy się modlisz, kiedy się spowiadasz, kiedy uczestniczysz we Mszy św., kiedy przyjmujesz Komunię św., kiedy kształtujesz swoje myślenie i odczuwanie czytając Ewangelię i ją nosząc w sercu, starając się żyć według słowa Bożego.

Mówisz, że Twoje życie religijne to fikcja. Życie religijne, to wypełnianie obrzędów, odmawianie modlitw, uczestniczenie w nabożeństwach. Życie wiary, to spotykanie się z Chrystusem, osobiste przyjęcie Go do swojego życia, życie dla Niego, omawianie z Nim wszystkiego, czym żyjemy. Życie wiary, to przyzwolenie na to, że Bóg Cię prowadzi. Dla Ciebie staje się ważne to, co mówi Bóg, a nie to, czego Ty pragniesz.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

PS. Zapraszam Cię na codzienny komentarz video do słowa Bożego na Przemianie. Jest zamieszczony pod tekstem rozważania. Dostępny na kolejny dzień od godziny 21.00.



Liczba wyświetleń strony: 345 * Liczba gości online: 2 * Ostatnia aktualizacja: 2018-10-23
© 2002-2018 by ks. Józef Pierzchalski SAC